Niby "typów" wrogów jest wiele, ale duża część z nich ma tylko alternatywny wygląd - i tak większość czasu walczy się z równymi sobie, bijącymi wręcz. Ta podgrupa jednak jest najliczniej reprezentowana: jedni padają na strzała między oczy, innych trzeba klepać dłuuużej; jedni od razu prą do gracza najkrótszą drogą, inni czekają aż się do nich podejdzie, a wtedy najpierw obiegają sterowaną przez nas postać po to, żeby następnie sprzedać kosę w plecy. Zaskoczyło mnie to, że tutaj niezwykle trudno lecieć na złamanie karku - najlepiej kroczek po kroczku, spokojnie prowokować przeciwników tak, aby walczyć wyłącznie jeden na jeden. Gra ma związane z walką wręcz problemy, jest ona istną loterią; czasami udaje się bić naraz dwóch czy nawet trzech wrogów, żeby za chwilę pojedynczy żołnierz zadał kilka ciosów i wszystkie trafiły w nas, a my go nie trafimy w ogóle bo go nie sięgamy (?!) albo był po prostu szybszy bo wstąpił w niego duch Bruce'a Lee - wtedy najlepiej za wszelką cenę próbować się odsunąć, przesuwając się w inne miejsce przeciwnik często traci swoje umiejętności (żyła wodna czy inne bioprądy tak działają?).
System power-upów w tym tytule to fikcja - JEDYNYM prawdziwie użytecznym jest uzupełnienie zdrowia (no dobra są dwa życia w jednym z etapów, więc nie do końca jedynym), karabin - kończy się po kilku strzałach, granaty - najczęściej wyrzuca się od razu po zebraniu bo są podpięte pod ten sam przycisk co uderzanie piąchą, czyli najprostsze i najlepsze rozwiązanie na wrogów - RAZ udało mi się kogokolwiek zabić (trafić?) tym "niewypałem"..., są jeszcze diamenty w etapie podwodnym, które dają 1000 punktów (wow...) czyli tak naprawdę nic.
|
Utwory w tej grze wpisują się w kanon brzmienia gier wojskowych na tej platformie - pierwsze moje skojarzenie to Contra, nie ma utworu w którym "instrumentem" przewodzącym nie była "gitara", rytm wystukuje samplowana perkusja, w skrócie: lubię, takie kawałki pompują adrenalinę podczas rozgrywki.
|
|