Mcin
Softly Spoken Magic Spell
Moderator Globalny
Stały bywalec PG
    
Wiadomości: 2183
|
 |
« Odpowiedz #3 : 15.04.2010, 15:53:39 » |
|
Połączenie kilku gier zręcznościowych i RPGa z klimatem pega? Brzmi fajnie? Zacznę od fabuły. Samotny jeździec mści się za śmierć kumpli i przy okazji postanawia odbić prezydenta z rąk porywaczy, niby standard. Przy pierwszym podejściu chodziłem i gadałem ze wszystkimi. Dialogi są do bani. ktoś mi mówi "I have no idea", ktoś inny oznajmia, że w tym mieście ktoś ma mi coś ważnego do powiedzenia. Czasami zamiast gadać, co trzeba, pytają się najpierw,czy chcę usłyszeć co mi mają do powiedzenia - totalny debilizm, czemu w grze, w której trzeba dyskutować prawie ze wszystkimi miałbym nie chcieć. Szczyt głupoty był przy moście, gdzie koleś mi powiedział "Why are you wearing a mask?"!? WTF? Mimo gadania ze wszystkimi nic nie udało mi się osiągnąć, więc wyłączyłem. Przy drugim podejściu okazało się, że zacząłem gadać w złym miejscu. Na dzień dobry, żeby dostać przepustkę przez most musiałem pokonać lokalnych bandytów. Nieznajomy w masce wzbudził takie zaufanie szeryfa! Niby ratuje prezydenta, ale skąd wtedy mieli to wiedzieć? W TV obejrzeli? Nieznajomego, który ukrywa twarz (czyli, na zdrowy rozsądek, nie chce być rozpoznanym) potraktowali jako zbawiciela! No dobra, przeszedłem w końcu przez ten most. I co? Na dzień dobry jakiś gringo zdradza mi największy sekret wioski i prosi nieznajomego (w masce) o pomoc. Można kombinować, że usłyszeli o jego walce na północy, ale skoro wcześniej było mówione, że nikogo przez most nie przepuszczają, to skąd niby mieli to wiedzieć? Poza tym po dojściu do osady i pogadaniu z szefem.. no cóż, on powiedział mi dokładnie to samo co typek na wejściu! Gra jest skrajnie feministyczna. Każdy facet w każdym mieście mnie atakuje, a za uderzenie baby mam zabierane HP. Tylko czemu w mieście, gdzie jest szeryf któremu pomagam wszyscy mnie atakują? A czemu chcą mnie zabić w wiosce, której mam przywrócić dawny skarb? Najpierw proszą o pomoc, a potem cichcem chcą ubić i kasę zabrać, takie cwaniaki? :nietoperz: Cała warstwa fabularno-dialogowa jest beznadziejna, ale skupmy się na poziomach zręcznościowych. Tu też nie jest w dechę, chociaż da się grać. W planszach z góry można sklepać wszystkich. W tych z boku też nie jest ciężko jak się wyjmie broń. Problem sprawiają tylko skoki, które muszą być megaprecyzyjne, bo jak spadniesz, to... część wrogów się zrespawnuje, i cyrk od nowa. Poza tym każdy zostawia po sobie kilka dolców, więc teoretycznie można to wykorzystać do nabijania kabzy w nieskończoność. W obu typach walk denerwuje mnie zmiana broni selectem. Jak się ma dwie to jeszcze ujdzie, ale potem trzeba się przeklikiwać przez kilka, żeby wyjąć to, co się chce, to trwa to za dużo czasu i trochę to traci sens. Nie licząc walk z bossami, z wyjętym rewolwerem potyczki są za proste. Można się spróbować pomęczyć i gnać z piąchą, ale jak zginiesz... wracasz na start poziomu! I trzeba wszystko durne gadki przeklikać! Pół biedy, jakby się dało je pominąć startem, trzeba to wszystko przeczytać! Niby można przyśpieszyć to przyciskiem a, ale i tak schodzi się kilak frustrujących sekund na każdą pogawędkę. Mam też zastrzeżenia co do poziomów z gunem. Najpierw trójwymiarowy labirynt - jaskinia. NES nie nadaje się do wyświetlania grafiki 3D, więc przy chodzeniu obraz skacze o kilka metrów do przodu, przez co łatwiej się pogubić. A jak wyskoczył koleś, próbowałem wszystkich klawiszy, uciec, cośtam.. zabił mnie. Potem się domyśliłem, że trzeba strzelać z zappera, ale skoro leżał tyle czasu nieużywany, to mogli by przypomnieć o konieczności jego użycia (prosta plansza z napisem "take your gun!" byłaby jak znalazł). Co do działania samego plucia ołowiem też mam zastrzeżenia. Nawet nie chodzi o to, że w przy strzelaniu w butelki musiałem strzelić w sam środek (trafienia w szyjkę nie działają), bo na dobrą sprawę trzeba trafić tuz przed nią. Sprawdzałem na emu na myszce, więc nie mam mowy, ze po prostu nie trafiałem. Gry nie ratuje ładna grafika i świetna muzyka, bo przy tylu brakach takie detale staja się sprawą marginalną. Ogólnie za elementy RPG należy się 1/10, aż samą rozgrywkę 6/10, oprawa trochę podnosi, wiec uśrednię na 4/10 W Contrze czy Mario też nie ma logiki, ale tam twórcy nie zwracają mojej uwagi na fabułę i nie prowokują mnie do zastanawiania się nad tym, poza tym rozgrywka rekompensuje to na tyle, że mam to w nosie! Loner Rangera zakończyłem na 2 levelu. Zapisałem nawet hasło, ale kartkę zgubiłem, wiec mam dobra wymówkę, żeby się dalej nie męczyć z tą grą (Na marginesie dodam, że sam system passwordów działa sprawnie). Jeśli chodzi o gry na dzikim zachodzie, to moja ulubioną pozostaje Young Indiana Jones Chronicles (pierwsze plansze). I nie piszcie mi, że "na NESA nie dało się tego lepiej zrobić". Mogli odpalić zwykłą, liniową platwormówko - zręcznościówkę bez tej parodii RPG i debilnych dialogów i byłoby zdecydowanie lepiej. I swego czasu oglądałem sporo westernów i wiem, że tam często nieznajomy rozwiązuje gardłowe sprawy, ale wynika to z rozwoju fabuły i akcji, a nie "Hej, nowy! Wybij bandziorów!" Niemalże drugie "zabij szczury w mojej piwnicy". KONIEC, DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ!
|